• Kościół murów czy relacji?
  • Kościół murów czy relacji?
  • Kościół murów czy relacji?
  • Kościół murów czy relacji?

Kościół murów czy relacji?

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Człowiek XXI wieku żyje w środowisku wielkiego tempa i różnorodnych przemian jakie oferuje czas ponowoczesności. Nie ulega wątpliwości, że jest to człowiek przeżywający różnorodne kryzysy. Kryzys tożsamości, kryzys relacji i kryzys więzi zdają się najbardziej nękać współczesnego człowieka.

Kościół
              Czy tylko mury, czy też miejsce budowania relacji z Jezusem?

    Kryzys cywilizacji dotyka także samo chrześcijaństwo. Obserwuje się dzisiaj nie tylko masowe porzucanie wiary przez chrześcijan i odchodzenie od Kościołów, ale także pojawia się zataczający coraz szersze kręgi proces obojętności religijnej tysięcy ochrzczonych. Widoczny jest dziś także znaczący wpływ zmian kulturowych na sposób przeżywania swej religii przez tych, którzy jeszcze uważają się za chrześcijan. Wielu z nich nie identyfikuje się już z oficjalną, to znaczy nauczaną przez Kościoły, moralnością chrześcijańską i głoszonymi przez Kościoły podstawowymi treściami wiary[1]. Dla wielu Bóg i Kościół po prostu przestał być atrakcyjny i potrzebny, stał się swoistym nieużytecznym gadżetem, którego czas przeminął.

    Święty Paweł w Liście do Rzymian naucza, że „Wiara rodzi się z tego co się słyszy, tym zaś co się słyszy jest słowo Chrystusa”(Rz 10,17). Jeśli więc Bóg jak niepotrzebny obraz został usunięty z życia, to również Jego Słowo jest usuwane z życia. Coraz mniej słuchania Boga daje efekt coraz słabszej relacji, coraz słabszego poznania czy wręcz obojętności.

   Wiara, która jest łaską, wyrasta ze słuchania Słowa, ale również z konkretnej pracy. Tak, jak ogród to nie tylko rzucenie ziarna, ale praca i troska ogrodnika rozłożona w długim czasie. Jednak   postawa obojętności wyrasta z nieobecności wiary w codziennym życiu, a także zbyt mało dostrzegalnych wartości chrześcijańskich we współczesnym świecie. Brak wartości, brak chrześcijańskiego świadectwa życia Bogiem, brak czytania Pisma świętego skutkuje brakiem poznania Jezusa. Ludzie współcześni często nie doświadczają Jego miłości, nie czują się dziećmi Boga. Takie patrzenie zupełnie z innej perspektywy sprawia, że człowiek chociaż ochrzczony, nie czuje się umiłowanym synem czy córką Boga, ta treść bowiem nie wybrzmiała kiedyś w jego życiu i on nie przeżywa jej dzisiaj. Dlatego nie lgnie on do Boga.

    Współczesny rytm życia wielu chrześcijan jest niczym mgła, która zakrywa wielką i fundamentalną prawdę, że jestem Bożym wybrańcem, umiłowanym dzieckiem. Bóg każdego dnia wypowiada te jakże ważne słowa dla każdego człowieka, te, które po raz pierwszy każdy poznał podczas sakramentu chrztu świętego: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Te słowa w dobie kryzysu relacji nie przekładają się na budowanie więzi z Jezusem. Jezus to często  jakiś historyczny Jezus, jakaś postać, o której się mówi, ale ona po prostu wielu nie pociąga. Czasem jest to tylko jakieś historyczne przyzwyczajenie czy sentyment.

    Ta coraz częstsza dzisiaj postawa obojętności widoczna jest zarówno wśród młodych, dorosłych i dojrzałych. Ponadto wielu dzisiaj ma tak „zapchany” kalendarz, że nie ma czasu na zajmowanie się Jezusem. Nie widzi potrzeby szukania Go, bo jest tyle innych spraw i nie wie, jak ta więź konkretnie przekłada się na jego życie.

    Taka obojętna, poraniona duchowo czy wręcz zamknięta postawa sprawia, że współczesny człowiek nie poznaje Boga, który wciąż udziela się człowiekowi, nie poznaje Boga zatroskanego o jego los, o spełnienie się, czy też Boga poszukującego człowieka we wszystkich jego sytuacjach życiowych[2].

   We współczesnym świecie jakże bardzo liczy się sukces, tempo, posiadanie czy stanowisko. Tak wielu koncentruje się i zachwyca światem konsumpcji czy elektronicznych gadżetów pomijając zupełnie świat wiary i odrzucając Boga z Jego miłością.

   Jakie skutki powoduje to we współczesnym Kościele? Należy pamiętać, że Bóg otacza każdego z nas wielką czułością i troską, każdy zaś chrześcijanin ma być tymi rękami Chrystusa i zanieść tą czułość tym, którzy są wokół nas. Chrześcijaństwo ma postawione dzisiaj bardzo wysokie wymagania, ale nie jakieś tam odległe chrześcijaństwo, instytucja, Kościół murów, ale to, które ja tworzę, którego jestem częścią, potrzebną, bo jeśli mnie zabraknie to ta wspólnota Kościoła będzie po prostu „kulawa”. Każdy człowiek jest wielką wartością dla Boga Stwórcy. Nie ma więc człowieka beznadziejnego, który u Boga jest przekreślony. Bóg nie przekreśla, lecz czeka na przyjście, na zaufanie, na zbudowanie relacji.


Współczesny rytm życia wielu chrześcijan jest niczym mgła, która zakrywa wielką i fundamentalną prawdę, że jestem Bożym wybrańcem, umiłowanym dzieckiem. Dlatego Jezus to często  jakiś historyczny Jezus, jakaś postać, o której się mówi, ale ona po prostu wielu nie pociąga. Czasem jest to tylko jakieś historyczne przyzwyczajenie czy sentyment.


Postawione przez Jezusa wysokie wymagania swoim uczniom, o których czytamy w Ewangeliach nabierają dzisiaj szczególnego znaczenia w świecie, w którym tak powszechna jest atmosfera braku sensu, obojętności, fundamentalnego nieuporządkowania i braku ładu, który towarzyszy człowiekowi ponowoczesnemu. Ta atmosfera nie tylko towarzyszy człowiekowi w świecie w którym żyje, ale wręcz przenika w głąb jego ludzkiej egzystencji powodując wewnętrzne okaleczenie jego tożsamości. Człowiek, tak często w zmiennej rzeczywistości ponowoczesności, rezygnuje z szukania własnej tożsamości, na rzecz krótkich epizodów, którymi żyje, które to wyznaczają drogę w ponowoczesnej zmienności.

    „Właśnie w takiej rzeczywistości, gdzie moralność i wartości są czymś, co nie pasuje do myślenia będącego tylko na teraz, tylko na chwilę; gdzie człowiek funkcjonuje w świecie chaosu i sam nie umie odnaleźć w sobie trwałych fundamentów rezygnując z Bożej tożsamości własnego ja, potrzebuje on szczególnie bliskiej relacji z Bogiem, aby odnaleźć własną, Bożą tożsamość. Bóg potrzebuje mnie, a moje życie ma wielką wartość nie tylko dla Boga, lecz również dla drugiego człowieka. Potrzebna jest więc wrażliwość i ukierunkowanie na drugiego, każdego bez wyjątku człowieka, który jest, jak pisał o tym św. Jan Paweł II „drogą dla Kościoła”.

Kościół     Głód relacji, który obserwujemy w świecie stanowi dzisiaj nowe wyzwanie dla Kościoła. Nie wystarczy więc już dzisiaj Kościół murów, do którego wielu po prostu przestało przychodzić, lecz konieczny jest Kościół misyjny, który wychodzi jak Jezus szukać zagubionych owiec i buduje relacje. To, że spada statystyka dominicantes oznacza konkretnie, że ludzie, którzy byli ochrzczeni, przystąpili kiedyś do sakramentu bierzmowania i korzystali z sakramentów spowiedzi i komunii św., teraz ci sami ludzie zrezygnowali po prostu z Kościoła, przestali do niego przychodzić. Dlaczego? Bo często nie widzą tam swego miejsca, nie rozumieją tego, co tam się dzieje, nie odczuwają bliskości i relacji, nie widzą więc sensu, aby tam chodzić i nudzić się, gdy „ciągle słyszą to samo”... Czuli się w Kościele tak bardzo zagubieni, a czasem wręcz zgorszeni, dlatego  porzucili ten areopag, w którym czuli się chłodno, po prostu zagubieni, bez relacji i dzisiaj dalej nie widzą potrzeby tu wracać.

   Jezus w przypowieściach o zagubionej owcy, o zagubionej drachmie i o synu marnotrawnym przedstawia w jaki sposób Jego następcy, nie tylko w wymiarze Kościoła hierarchicznego, ale w wymiarze Ludu Bożego, mają iść przez życie i nieść pomoc drugiemu człowiekowi. Jezus mówi: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”(Mk 2,17). Gdy więc patrzymy na postawę Jezusa, widzimy, że jest ona bardzo dynamiczna. On sam pasie swoje owce, sam odszukuje zagubioną owcę, zbłąkaną sprowadza, skaleczoną opatruje, chorą umacnia. W tej postawie pasterza, który zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, aby udać się za tą jedną, niekiedy możemy dostrzec beztroskę, no bo jaka to kalkulacja? Jezus zaś chce nam pokazać coś bardzo ważnego, mianowicie troskę o zagubionego człowieka. Można wyróżnić tu trzy charakterystyczne elementy: troskę i trud poszukiwania oraz radość odnalezienia[3].

    Jezus wyrusza na poszukiwanie, bo doskonale wie, że ta owca jest tak uwikłana w to niebezpieczeństwo, że ona sama nie wróci. Zagrożenie jej życia jest tak wielkie, że nie czeka spokojnie na nią, ale to On wychodzi z inicjatywą. Wychodzi, aby przyprowadzić ją do tych dziewięćdziesięciu dziewięciu. Biorąc ją na ramiona wskazuje jednocześnie jak jest ona dla Niego cenna i jak cieszy się z jej uratowania.


Głód relacji, który obserwujemy w świecie stanowi dzisiaj nowe wyzwanie dla Kościoła. Nie wystarczy więc już dzisiaj Kościół murów, do którego wielu po prostu przestało przychodzić, lecz konieczny jest Kościół misyjny, który wychodzi jak Jezus szukać zagubionych owiec i buduje relacje.  Jezus w spotkaniu z człowiekiem nie krytykuje, ale przemawia słowami miłości. Podejmuje dialog, a nie krytykę.


W życiu człowieka, Jezus stosuje zawsze dialektykę, która nie rani człowieka: nie krytykuje, ale przemawia słowami miłości. Podejmuje dialog, a nie krytykę. To właśnie ona zraża jednego człowieka do drugiego i buduje niechęć do kolejnego spotkania. Jezus wie o tym doskonale i podejmuje dialog, który odsłania wartości. Już sam dialog jest wartością, który nie pozostaje bez wpływu na konkretny byt, rzeczywistość i samego człowieka[4].

Kościół W dialogu z człowiekiem, Bóg mówi do głębi serca człowieka cicho lub głośno: „Jesteś moim umiłowanym, w Tobie mam upodobanie”. Z pewnością jednak nie jest łatwo usłyszeć ten głos w świecie pełnym innych głosów, które krzyczą: „do niczego się nie nadajesz, jesteś brzydki; jesteś bezwartościowy, jesteś godny pogardy, jesteś nikim – chyba, że udowodnisz, że jest przeciwnie”[5].

    W Ewangelii Chrystus pokazuje, że nawet jeżeli ten człowiek dosięgnął dna, nadal jest dzieckiem Bożym i ma godność człowieka. Dlatego my musimy wychodzić do drugiego człowieka, jeżeli chcemy być tymi, którzy chcą być następcami, uczniami Chrystusa[6]. Wychodzić, by zanieść mu słowo miłości, aby obdarować go przyjaźnią, uśmiechem i Słowem Boga. Trzeba konkretnie wyjść ze swojej strefy komfortu. Jeśli to nie wybrzmi w Kościele – człowiek ten po prostu kiedyś z niego zrezygnuje.

   Te negatywne głosy, które oskarżają i krytykują człowieka, te, które są tak głośne i uporczywe, sprawiają, że łatwo jest im uwierzyć. To wielka pułapka, pułapka samoodrzucenia, nieakceptowania siebie. Gdy człowiek uwierzy głosom, które nazywają go bezwartościowym i niegodnym miłości, to właśnie wtedy sukces, popularność i władza stają się dla niego atrakcyjne, stają się swoistą odskocznią[7].. Gdy jest po raz kolejny oskarżony, ignorowany czy zapomniany – samoodrzucenie wchodzi jeszcze głębiej.

    W takiej sytuacji jest wielu ludzi wokół nas. Jesteśmy posłani, aby zanieść im słowo Miłości, słowo, które podarował nam sam Bóg. Słowo miłości, które pada w serce człowieka sprawia, że on wraca do Boga. Jest jednak jeden mały warunek, który trzeba spełnić, by z radością i entuzjazmem Słowo głosić i żeby stać się sługą i świadkiem Słowa. Nasze oczy mają być utkwione w Jezusie, ci bowiem którzy szli za Jezusem mieli utkwione w Nim oczy i byli Nim zachwyceni. Bez zachwytu nie jest możliwe głoszenie z mocą i dawanie świadectwa, które innych przyciągnie do Jezusa[8].

   Kościół powinien szukać pozytywnych dróg wychodzenia do ludzi obojętnych czy zrażonych religijnie[9]. To konkretne wezwanie najpierw dla biskupów, kapłanów, teologów, katechetów. Wielu odeszło dlatego, że nie zrozumieli nauczania czy też zabrakło w Kościele świadectwa życia. Ten Kościół jest dla nich  nieczytelny, dlatego trzeba stwarzać nowe możliwości i wychodzić do ludzi, aby wskazać im na kochającego Boga, oraz otoczyć ich czytelną relacją miłości[10]. Zadaniem Kościoła jest głosić słowo Boże współczesnemu człowiekowi w taki sposób, by miał on szansę odkryć Chrystusa jako jedynego Zbawiciela człowieka oraz by mógł zafascynować się sposobem życia, do jakiego Jezus nas zaprasza[11].

   Kościół tętni życiem, gdy chrześcijanin odkrywa w sercu, że jest kochany przez Jezusa, gdy buduje relację do Jezusa i wspólnoty. Czy więc Kościół wyjdzie po swoje zagubione owce? To nagląca potrzeba na dzisiaj, by jutro nie pozostały piękne, ale puste mury.

                                                                                

[1]A. MICHALIK, Zrozumieć chrześcijaństwo. Istota chrześcijaństwa według Josepha Ratzingera, Wydawnictwo Diecezji Tarnowskiej Biblos, Tarnów 2008, s. 11-12.

[2]Por. Być chrześcijaninem. Teologia dla szkół średnich, red. M. RUSECKI, Wydawnictwo KUL, Lublin 2007, s. 10.

[3]Por. P. ROSIK, Kościół wobec swoich zagubionych dzieci, [w:]  W trosce o Kościół, red. K. KOWALIK, A. JARZĄBEK, V. KMIECIK, Koło Naukowe Teologów KUL, Lublin 2001, s. 74.

[4]Por. M. SZULAKIEWICZ, Dialog jako wartość – dialogiczne doświadczanie wartości, [w:]  W trosce o Kościół, dz. cyt., s. 146.

[5]Por. H. NOUWEN, Życie Umiłowanego. Jak żyć duchowo w świeckim świecie?, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2005, s. 26.

[6]Por. P. ROSIK, Kościół wobec swoich zagubionych dzieci, art. cyt., s. 75.

[7]Por. H. NOUWEN, Życie Umiłowanego. Jak żyć duchowo w świeckim świecie? dz. cyt, s. 26-27.

[8]Por. M. OLSZEWSKI, Być uczniem Pana. Głosić,uzdrawiać, uwalniać, ESPE, Kraków 2014, s. 28.

[9]Por. J. KOCHEL, Dyskusja panelowa, [w:] W trosce o Kościół, dz. cyt., s. 66.

[10]Por. A. CZAJA, Dyskusja panelowa, [w:] W trosce o Kościół, dz. cyt., s. 66-67.

[11] M. DZIEWIECKI, Ewangelizacja w kulturze ponowoczesnej i medialnej, „Kultura – Media – Teologia” (2010) nr 1, s. 59-60.

.

  

Biuletyn Katechetyczny Diecezji Bielsko-Żywieckiej, nr 205 - luty 2017 


Jacek Zamarski

replikizegark.pl

home